Moje hobby

photo RSz

Fotografowanie nie było moją pierwszą życiową pasją. Gdy byłem młody zdecydowanie wolałem kopanie piłki albo jazdę na rowerze. Ale z czasem sytuacja zaczęła się zmieniać a przełom nastąpił gdy studiowaem architekturę w latach siedemdziesiątych w Polsce. Fotografia należała wtedy do zajęć obowiązkowych. I słusznie – bo co to za architekt który nie potrafi robić zjęć. W tamtych czasach o digital photography nikt jeszcze nie słyszał. Zdjęcia utrwalało się na kliszy fotograficznej a aparaty fotograficzne nie były tak wyrafinowane jak dziś. Ot, w jednym ręku prosty aparat ze stalym obiektywem a w drugim światłomierz. Wspominam mój pierwszy amatorski aparat o nazwie Kijew (produkcja ZSRR) kupiony na praktyce studenckiej w Wilnie.

Ponieważ zawsze lubiłem podróżować więc na pierwszy plan wysunęły się zdjęcia z podróży. Głównymi tematami były architektura i krajobrazy – zwłaszcza te robione poza granicami kraju w którym urodziłem się i mieszkałem. Trzeba przy tym dodać że lata siedemdziesiąte w Polsce to ciągle okres panowania realnego sowieckiego kumunizmu i wyjazd za granicę wcale nie był łatwą sprawą. Potrzebne było zezwolenie państwowych władz a władze najczęściej mówiły NIE. Wyjątkiem były wyjazdy na studenckie praktyki do ZSRR lub innych krajów socjalistycznych. Na zachód była żelazna kurtyna i już samo ubieganie się o wyjazd do tzw. krajów kapitalistycznych było bardzo źle przez Władzę Ludową postrzegane. Ale kombinowalismy na rożne sposoby, wszak wiadomo ze studenci to niepokorne i pomysłowe bractwo. No i udawało się. W niemal każde studenckie wakacje wyjeżdżałem gdzieś na “zachód” za żelazną kurtynę. I robiłem oczywiście zdjęcia – dużo zdjęć z wielką pasją – a nawet nakręciłem kilka krótkich amatorskich filmów 8mm. pokazujących architekturę i zabytki w innych krajach. Przy każdym powrocie do Polski obawiałem się czy władze nie odbiorą mi tych zdjęć na granicy. Przedstawiały przecież inną od komunistycznej rzeczywistość.

Po ukończeniu studiów głównie zajmowałem sie projektowaniem i rozwijaniem własnej firmy Studio STYLOWY DOM. Fotografowanie odeszło na dalszy plan, aż do momentu emigracji do Kanady. Był to początek lat dziewięćdziesiątych, zaraz po upadku systemu komunistycznego. Można było wreszcie wyjeżdżać.

Pierwsze lata w Kanadzie bardzo ożywiły moją działalność fotograficzną. Uczyłem się i poznawałem nowy kraj. Był to najbardziej aktywny okres w moim fotografowaniu. Interesowało mnie niemal wszystko a najbardziej architektura, historia budownictwa Ameryki Północnej, krajobrazy i wreszcie Parki Narodowe USA i Kanady.   Te właśnie olbrzymie, piękne Parki o których wcześniej tylko słyszałem a teraz miałem możliwość ich zwiedzania i utrwalania na zdjęciach. To prawdziwy raj albo ziemia obiecana dla fotografów.

Najwięcej jednak czasu poświęcałem wówczas na fotografowanie architektury, zwłaszcza domów jednorodzinnych i ich wnętrz, małych zespołów mieszkaniowych i przydomowych ogrodów – landscaping. Nie robiłem “polowań” na wielkie rezydencje. Interesowały mnie raczej domy małe i średniej wielkości ale za to stylowe i z charakterem. Pisałem wtedy wiele artykułów dla polskich pism architektoniczno-budowlanych (Murator, Ładny Dom, Cztery Kąty, Dom i Ogród, Dobre Lokum) n/t budownictwa mieszkaniowego w Kanadzie i USA. Artykuły uzupełniane były moimi zdjęciami. Wiele zdjęć zawędrowało na okładki tych pism. Był to okres olbrzymiego zainteresowania w Polsce amerykańskim budownictwem mieszkaniowym, zupełnie innym pod względem stylistycznym, technologicznym a nawet funkcjonalnym od polskiego. Na to zapotrzebowanie odpowiadałem zapałem fotografa/reportera. Gdy przyszła mi do głowy myśl żeby opisać i pokazać amerykańskie domy w stylu Wiktoriańskim niewiele się zastanawiając wsiadałem w samochód i ruszałem z Calgary do San Francisco. Drogę około 3000 km w jedną stronę, pokonywałem w dwa dni. Nie, to nie chwalenie sie – amerykańskie drogi pozwalają na szybką i bezpieczną jazdę – i to właśnie lubię. Spuśćmy zasłonę milczenia na mandaty i okazjonalne dyskusje z policją. Muszę dodać że w tamtych czasach nie robiłem jeszcze zdjęć cyfrowych, ale przeźrocza. Slajdy pozwalały na zgrabne prezentacje na ekranie a jednocześnie były wówczas najlepszym materiałem wyjściowym do skanowania i do druku. Zdjęcia robiłem CANONem Eos Rabel z obiektywami kitowymi zoom, szerokokątnym i tele. Dopiero na poczatku 21 wieku zamieniłem tradycyjny korpus analogowy na cyfrowy. Obecnie najczęściej zabieram na wyjazdy CANON Eos 70D z obiektywem 15-85mm oraz teleobiektyw 75-300mm. Ta zabawka bardzo mi się podoba. Potrafi zrobić zarówno dobre zdjęcia jak i filmy HD.

Już na początku mojej zabawy z fotografią przekonałem się że jest to nie tylko wielka przyjemność ale jednocześnie wspaniały dodatek do mojego zawodu. Jeśli robienie zdjęć nie sprowadza się tylko do pstrykania migawką, to jest to także proces tworzenia, który pozwala wyrazić siebie albo raczej swoje spojrzenie na rzeczywistość. Kadrowanie, wybór perspektywy, wybór światła za każdym razem mogą dać inny efekt, inną kreację rzeczywistości, taką jaką chcemy zapamiętać i utrwalić. Fotografowanie pozwala lepiej zrozumieć jak podstawową rolę spełnia światło. Bez światła nic nie ma – “widzę ciemność”. Ale gdy już jest światło, to uruchamia ono wyobraźnię i chęć twórczego spojrzenia na rzeczywistość i powiedzenia – popatrz jak interesujący jest ten świat – ten krajobraz, to drzewo, ten budynek, ten człowiek. Światło jest zmienne i ulotne a każda zmiana to inna rzeczywistość – inny kontrast, inny cień a nawet inny kolor i jego nasycenie. Fani fotografowania dobrze o tym wiedzą. Robiąc zdjęcia usiłujemy najczęściej pokazać to co jest najbardziej charakterystyczne albo atrakcyjne dla fotografowanego tematu, uchwycić ten szczególny moment albo scenę inną od innych. Czasami dostajemy niespodziankę, taki specjalny prezent dla fotografa. Gdy zwiedzałem Bryce Canyon na jeden z widokowych tarasów przylatuje wielki, czarny kruk i siada na kamiennym słupku tuż obok, ustawiając się do fotografii. Najpierw lewy profil, potem prawy, a ja mając z sobą tylko szerokokątny obiektyw robię mu zdjęcia z odległości 0,5m. na tle pięknego Bryce Canyon. Ten kruk stał się później maskotką moich zdjęć – tematycznych kart otwierających.

Na zakończenie warto wspomnieć jeszcze o grafice którą się od czasu do czasu zajmuję i której znajomość ułatwia mi prezentację zdjeć i tworzenie kart katalogowych. Z PHOTOSHOPem zaprzyjaźniłem się gruntowniej przy robieniu prezentacji projektów architektonicznych oraz tworzeniu katalogu projektów. Ta przyjaźń owocuje również przy edytowaniu zdjęć oraz tworzeniu efektów specjalnych na bazie fotografii – np. artystycznych przetworzeń zdjęć do postaci obrazów – olej, akwarela, posters, fresco i inne – ale to już oddzielna historia.

Zapraszam do oglądania moich zdjęć i do komentarzy na ich temat. Być może zainspirują one innych do fotografowania albo pomogą rozwinąć własne wyobrażenia o domu jednorodzinnym albo po prostu skłonią do odwiedzenia tych miejsc które fotografowałem w swoich podróżach, zwłaszcza pięknych Amerykańskich Parków. Wszystkie prezentowane zdjęcia są moją własnością i chronine są prawami autorskimi. Można je kupić pisząc na mój adres: szewczykjr@shaw.ca albo studiosd@poczta.onet.pl